Niby nic. Psychoterapeuta, jego pacjenci, kolejne sesje. Ich problemy, bardzo skomplikowane relacje. Uczucie. Wątpliwości. Ktoś powie – nuda. Jednak nie. „Bez tajemnic” to ewenement w Polsce. Dowód na to, że można zrobić świetny serial.
Pomysł z Izraela, wykonanie polskie. Świetne. Oglądając kolejne odcinki, zauważyłam jedną rzecz, która bardzo rzuca się w oczy. Gra aktorska. Od jakiegoś czasu ten zawód spsiał. Zszedł na manowce w imię zarabiania pieniędzy, blichtru, udzielania idiotycznych wywiadów o niczym i szpanu. Zapomniano o tym, że czasem warto zrobić coś więcej, skupić się, zatrzymać i przemyśleć, to, co ma się zagrać. Po obejrzeniu „Bez tajemnic” wiem jedno - aktorzy w tym serialu MYŚLĄ. A to już rzadkość w zidiociałej telewizji naszych czasów.
Bo gdyby ktokolwiek inny to zagrał, byłoby bardzo źle. Historie pacjentów są „po bandzie”. Bardzo trudne i niestandardowe. Zawodowy żołnierz, z pozoru twardziel, z bolesną przeszłością, zbuntowana, bardzo inteligentna i uzdolniona nastolatka, roztrzęsiona dziewczyna, poszukująca kogoś, w kim mogłaby ulokować swoje emocje, para małżeńska na życiowym i emocjonalnym zakręcie…
Każda z tych postaci ma wiele warstw, powiedzieć o nich „skomplikowane” to bardzo delikatne określenia… Radziwiłowicz jako psychoterapeuta jest świetny, choć rolę ma wielce niewdzięczną. Głownie pyta, głos ma zawsze spokojny, tak zwanymi kubłami sobie nie pogra. Musi nerwy trzymać na wodzy, musi słuchać, a słuchanie nie jest do końca filmowe. Dopełniają go jego pacjenci. Dziewczynka utalentowana muzycznie, która prawdopodobnie chciała popełnić samobójstwo. Para, która najpierw przychodziła na terapię, bo nie mogła mieć dzieci, a potem, kiedy dziecko się pojawiło, pojawił się wraz z nim problem, czy naprawdę chcemy je mieć. Żołnierz, który dla bliskich jest twardzielem, a w rzeczywistości nosi w sercu pewien sekret. Dziewczyna, która zakochuje się w swoim terapeucie i marzy o seksie z nim… Cała galeria postaci, genialnie zagranych, w bardzo trudnym serialu. Bo patrzymy na żywych ludzi, a nie na serialowe kukiełki. Na ludzi z problemami. Jak my. Jak nasi sąsiedzi, znajomi, rodzina… Dawno nie widziałam w Polsce tak dobrze zagranego filmu, serialu, sztuki teatralnej… Niby nic, wydaje się, że trzeba wziąć dobrych aktorów. Niby nic, a tak trudno to zrobić i tak strasznie rzadko się to zdarza.
To nie jest serial z wariatami. To serial z żywymi ludźmi. I dlatego tak boli i dlatego tak hipnotyzuje. Bo, uprzedzam, uzależnia. Ale uzależnić się od „Bez tajemnic” warto. I marzyć, aby takich zjawisk w telewizji było więcej. Oby :)
Karolina Korwin-Piotrowska
(więcej felietonów Karoliny Korwin-Piotrowskiej znajdziesz tutaj)















































